Arkadiusz Skrzypiński Team Sunrise / IZOBLOK Start Szczecin
Blog wiadomości

W Szczecinie jest moje serce

Kurier Szczeciński

Sport pojawił się w jego życiu przypadkiem. W Starcie miał zrobić materiał dla Radia Szczecin. Został w klubie, przyszły pierwsze sukcesy. Dzisiaj parakolarzowi Arkadiuszowi Skrzypińskiemu w kolekcji brakuje tylko medalu olimpijskiego. W tym roku na mistrzostwach świata w Stanach Zjednoczonych chce powtórzyć sukces sprzed czterech lat i ponownie być najlepszym na świecie. Nam – w przerwie między zawodami i treningami – opowiedział nie tylko o ambicjach sportowych, ale też przywiązaniu do rodzinnego miasta…

Arkadiusz Skrzypiński chce na tegorocznych mistrzostwach świata w USA zdobyć medal.
foto: Ryszard Pakieser

- Szczecina się nie wstydzę, bo tutaj się urodziłem, wychowałem i choć zjechałem pół świata po tygodniu, dwóch już wiem, że pora wracać do domu. Tutaj czuję się najlepiej. Zawsze ciągnie mnie do Szczecina. Ambasadorem grodu Gryfa jestem od roku, tymczasem zdjęcia z flagą miasta mam sprzed wielu, wielu lat. Zawsze wożę ją w plecaku, tak długo, że czasami zapominam o niej. Kiedyś, nie pamiętam z jakiej okazji, musiałem ją kupić, a skoro już zdobyłem, to i jeździ wszędzie ze mną. Gdy przychodzą ważne momenty, wyciągam ją w fajnym miejscu, z przyjaciółmi robimy pamiątkową fotografię.

Sam o sobie Arkadiusz Skrzypiński mówi: chłopak ze Śródmieścia.

- Jestem z ulicy Mariana Buczka, czyli dzisiaj Piłsudskiego. Tam mnie większość osób zna, a jeśli nie zna, to kojarzy kogoś, kto chodził o kulach. Teraz jeżdżę na wózku, ze względu na wygodę, przyzwyczaiłem się. W centrum wciąż czuję się bardzo dobrze, choć teraz mieszkam bliżej Krzekowa. Ale na Piłsudskiego są moi rodzice, więc przynajmniej raz w tygodniu tam bywam. Tam jest mój dom, tam jest moje serce, stamtąd chodziłem kiedyś na Pogoń. Dawno mnie na stadionie nie było, bo nie mam czasu… Z kolegami grało się na podwórku w piłkę, ja stałem na bramce. Było też wystawanie w bramach, to wszystko mam za sobą. Dopiero, kiedy w latach 90. byłem współpracownikiem Polskiego Radia Szczecin, bodajże w 1995 mój szef Cezary Gurjew wysłał mnie do Startu Szczecin, bym przygotował materiał o sportowcach. Wtedy poznałem osoby niepełnosprawne. Do tej pory znałem tylko jednego niepełnosprawnego kolegę, mieszkał za rogiem, byliśmy w tej samej klasie.

W Stracie sportowiec przekonał się, że przed nim mnóstwo wyzwań, że może wieść takie życie, jakie tylko zechce.

- Pojechałem na obóz, zobaczyłem, że jest fajnie. Gdy byłem dzieciakiem, marzyłem, żeby mieć pracę i jako tako żyć, ale tak naprawdę nie widziałem żadnej przyszłości dla siebie. Udało mi się: trzeba wierzyć, chcieć, ale nie tylko, bo do tego jeszcze robić. I mieć szczęście, temu jednak można dopomóc. Pamiętam, że ja nigdy nie chodziłem po nocnych klubach, dyskotekach, a pewnego dnia koledzy po prostu wzięli mnie pod ręce i niemal zaciągnęli. I okazało się, że mogę się dobrze bawić. Co prawda barier jest pełno, ale przede wszystkim są one w naszych głowach. Trzeba je pokonywać. Żądać od siebie.

Mistrz świata, wicemistrz świata, mistrz Polski, Sportowiec Roku 2008 na Świecie – ciężka praca przyniosła efekty.

- Czekałem siedemnaście lat na pierwsze igrzyska paraolimpijskie. Pojechałem do Londynu i zaprzepaściłem tam swoją szansę, byłem piąty. Zatem medalu olimpijskiego brakuje. W 2000 r. miałem kłopoty zdrowotne, myślałem, że to koniec, ale udało mi się podnieść i w 2010 zdobyć mistrzostwo świata. Po Londynie zastanawiałem się, co zrobić, potrzebowałem nowych impulsów, jednak wrócił głód sukcesów, znowu czuję się silny. Szykuję się do igrzysk w Rio i myślę o medalu na tegorocznych mistrzostwach świata w Stanach Zjednoczonych. Chcę przywieźć go dla siebie, dla Szczecina, dla Polski. Nie znudziło mi się. Byle wytrzymać do Rio.
Bazę treningową mamy na stadionie przy ulicy Litewskiej. Zwykle jedziemy na Dobieszczyn i potem albo na Nowe Warpno, bo tam jest piękny asfalt, albo na niemiecką stronę, to bardziej pofałdowany teren. Tam ludzi nie drażnimy, nawet gdy jesteśmy w biało-czerwonych koszulkach.

Flaga Szczecina towarzyszy sportowcowi podczas każdego wyjazdu

Według Skrzypińskiego Szczecin powinien bardziej otworzyć się na najbliższych sąsiadów z Zachodu, „zaprosić" ich do siebie.

- Mamy takie czasy, jakie mamy. Musimy coś robić wszyscy, zmienić nasze myślenie. Nie patrzeć się na Wrocław, Poznań, Warszawę. Dobrym kierunkiem wydaje się przyciągnięcie Niemców na nasze imprezy. Trenuję w Niemczech i nie widzę reklam zapraszających do Szczecina. Skoro szczecinianie jadą na koncert do Pragi, Warszawy, to i Niemcy mogą przyjechać do nas. Będzie dla nich jak za darmo, a bliżej niż do Hamburga czy Berlina.

Porównywać Szczecin z innymi miastami jest ciężko, różne kultury, różne klimaty, różni ludzie. Wiadomo, że zawsze widzimy coś, co można poprawić, co można zrobić lepiej, inaczej. Ale nie sztuką jest narzekać i mówić, że jest źle. Ja cały czas, ile razy jestem w Hamburgu, to kojarzy mi się on ze Szczecinem. Nie tylko ze względu na historię. Kiedy widzę tamtejszy port, tamtejsze nabrzeża smutno mi, że tam żyją one cały rok, a u nas tylko latem. Cały czas wierzę, że Szczecin można ruszyć, lecz trzeba przestać narzekać! Jeśli już muszę wskazać, co drażni… Bywa, że denerwują mnie chodniki, nawet te nowe, wypełnione kostką. Niestety ktoś, kto za nie odpowiada, nie bardzo je przemyślał. Katastrofa – nie tylko dla nas, osób na wózkach, ale też dla wielu rodziców pchających wózki z małymi dziećmi. Nie możemy oglądać kamienic, tylko cały czas trzeba zerkać pod nogi.

Jeśli Arkadiusz Skrzypiński miałby mieszkać poza Szczecinem, to tylko w Australii.

- Raj na ziemi. Tyle że za daleko. Inna strefa czasowa, nawet z rodziną, znajomymi nie udałoby się porozmawiać. Ze Szczecina się nie ruszę! Chciałbym wrócić na Pogoń, ale nie mam czasu, bo w weekendy zwykle są zawody. Kiedy ktoś do mnie przyjeżdża, jedziemy na Wały Chrobrego, w ubiegłym roku wielką „atrakcją” było fotografowanie się tam na tle traktorów protestujących rolników. Nie doceniamy urody centrum, dla nas kamienice to po prostu kamienice. Tymczasem przyjezdni są pod ich ogromnym wrażeniem. Także placów, tego, że trzy razy się skręci i już człowiek nie wie, gdzie jest. Zawsze staram się też prowadzić znajomych do parku Kasprowicza. Gdy już jedziemy samochodem nad Głębokie, wtedy opowiadam, że cały czas idąc lasem, można z parku dojść właśnie nad jezioro. Niektórzy nie chcą uwierzyć…

Wysłuchała Ewelina KOLANOWSKA

źródło: Kurier Szczeciński

„Staram się być maksimum w domu” – rozmowa z Arkadiuszem Skrzypińskim, reprezentantem Polski w parakolarstwie

Arkadiusz Skrzypiński po bardzo długim maratonie

Krzysztof Samociuk: Witam serdecznie Arkadiuszu. Część sezonu sportowego już za nami. Wiadomo, że na 100% tradycyjnie będziesz w czołówce. Zdradź, jaki jest Twój sportowy cel tym razem, czym byłbyś zachwycony?

Arkadiusz Skrzypiński, kolarz Team Sopur/ IZO–BLOK Start Szczecin, były MISTRZ ŚWIATA I REKORDZISTA ŚWIATA: Totalnie zachwycony sportowo nie bywam nigdy. Zawsze można zrobić coś lepiej. Faktem jest jednak, że celuję w medal Mistrzostw Świata, wiem że jest w moim zasięgu.

K.S: Paraolimpiada w Londynie delikatnie mówiąc Ciebie lekko, leciutko zdenerwowała. Przed Tobą jeszcze Rio de Janeiro. Marzysz o złocie w Brazylii?

A.S: Tak chciałem podczas igrzysk w Londynie, w Rio także będę chciał medalu, złoto być nie musi. Słyszałem o tym przed Londynem, teraz już wiem, że to prawda. Igrzysk z niczym porównać nie można. Kto w nich nie walczył, ten tego nie zrozumie. Dlatego jeśli uda mi się zakwalifikować, to będę miał spokojną głowę, „teraz wiem z czym takie zawody się je”. Nerwy w Londynie? To już historia. Teraz już wiem trochę więcej m.in. o życiu wiem ……….. czego można się spodziewać.

K.S: Fachowcy często twierdzą, że kolarstwo, które trenujesz jest z roku na rok coraz silniejsze, coraz lepsi i mocniejsi są sportowcy. Zgadza się z tym, że o sukces jest zdecydowanie trudniej?

A.S: Oczywiście jest tak że w czołówce niby znajome nazwiska się mieszają, ale my wiemy co się dzieje na trasie. Widać to również po „czasówce”. Prosta przeciętna 40 km/h nie daje nic. O podium decydują detale, nie ma miejsca na przypadek i faworytów są tłumy.

K.S: Polska to aktualnie kolarska potęga. O zwycięstwo pomiędzy Polakami też jest wyjątkowo trudno. Byłeś Ty i gdzie daleko rywale. Teraz jest Rafał Wilk, który czasami z Tobą wygrywa. Arkadiusz Skrzypiński denerwuje się tym, że zwycięstwa oddaje innemu Polakowi? Czasami podobno widać, że nie jesteście najlepszymi kolegami na świecie?

A.S: Sytuacja w Polsce jest dziwna. Miejsce czwarte na sześciu startujących, gdzieś w miasteczku w Polsce, oznacza miejsce w dziesiątce na świecie. Mamy potwornie wysoki poziom w kraju. Z jednej strony jesteśmy chyba najmocniejsi na świecie, z drugiej strony, gdy ktoś zaczyna przygodę ze sportem i dostanie baty na początku, to łatwo się zniechęcić. Jeśli jednak ma charakter, to widać, że prawdziwe emocje przyjdą. Takim przykładem może być Krystian Giera.

Czy się denerwuję, bo wygrywa Wilk? Ostatnio w Krakowie wygrał, bo był lepszy. Trzeba pogratulować i brać się do roboty, aby następnym razem było inaczej. Taki sport. Najlepszymi kolegami na świecie być nie musimy, wystarczy się szanować. Weekendów razem spędzać też nie musimy. Ważne jest to, żeby startując z orzełkiem na piersi pamiętać o sobie. Reprezentujemy jeden kraj i mamy wspólny interes. Rafał jest światowej klasy sportowcem. Patrząc szerzej, cieszę się, że mam w tym swój udział, że udało mi się pchnąć polski handbike w świat. Ja jednak parakolarstwa nie wymyśliłem i nie przywiozłem tej dyscypliny jako pierwszy do Polski. Czas trzeba odliczać od narodzin kogoś dużo ważniejszego, ponad 2000 lat temu.

K.S: Uwielbiasz megamaratony? Dlaczego w takim kolarskim piekielnym zmęczeniu lubisz brać udział? Takie zmęczenie po prostu kręci?

A.S: Po Londynie poczułem, że muszę zrobić coś innego. Byłem w Norwegii, teraz na 300 km w Niemczech. Czasem takie przepalenie organizmu się najzwyczajniej przyda. To bywa prawdziwa przygoda. Na norweską trasę wrócę z przyjemnością. A w Niemczech pierwsze 100 km zleciało nawet nie wiem kiedy, potem się męczyłem, a po 200 km włączył mi się automat i już nie potrzebowałem nic, żadnych postojów. Rywalizacji w moim odczuciu tutaj nie ma. Rywalizuje się z dystansem, nie z kimś. Oczywiście jak się zauważy, że trzeba komuś pomóc, to się pomaga i tyle.

K.S. A chciałbyś, żeby Twój syn był sportowcem? Czy Twoja partnerka narzeka, że non stop wyjeżdżasz?

A.S: Syn? Nie, jego życie, jego decyzja. Wspieram go we wszystkim co kocha. Nigdy jednak nie chcę, aby nie miał wyboru. To jego życie.

Ja jestem sportowcem. To oznacza wyjazdy, na szczęście najbliżsi wiedzą, że bym mógł wyjeżdżać więcej. Ja naprawdę staram się być maksimum w domu.

K.S: Serdecznie dziękuję za długą i ciekawą rozmowę. Życzę sukcesów od Szczecina po Rio de Janeiro.

źródło: Start Szczecin

Miało być 300 było 322 km. Kolarz Arkadiusz Skrzypiński zabłądził podczas megamaratonu

Arkadiusz Skrzypiński w Niemczech

Arkadiusz Skrzypiński lubi kolarskie wyzwania. Rok temu w podobnym maratonie startował w Norwegii (Trondheim – Oslo), tym razem w Mecklenburger Seen Runde w Niemczech. Trasa w tej kolarskiej „wycieczce” po Pojezierzu Meklemburskim planowo liczyła 300 km, wystartowało ponad 2000 rowerzystów. W swojej kategorii Arkadiusz (Team Sopur / IZO–BLOK Start Szczecin) wśród 10 zawodników był jedynym Polakiem. O świcie, czyli o 5.30 rozpoczął się MEGAMARATON. Co ciekawe kolarzy żegnał „diabeł”, który kibicuje również w kultowym wyścigu Tour de France. Oto krótka opowieść Arkadiusza Skrzypińskiego o koszmarnie miłym starcie w Meklemburgii:

Kibice stoją przed domami, biją brawo, kibicują, dziwne. Pierwsze 100 km zleciało nawet nie wiem kiedy. Po 100 km skończyła się zabawa, droga bardzo różna: od idealnego asfaltu, przez betonowe płyty, aż po straszną kostkę obecną w niejednej wiosce (doskonałe rozwiązanie, tak trzepie że nie potrzeba progów zwalniających i poleży jeszcze z 500 lat). Męczyłem się tak aż do 200 km, w tym czasie towarzystwo się rozjechało. Mieliśmy też trochę kłopotów, raz udało nam się nie zauważyć strzałki i dorobić trochę kilometrów, raz coś jeszcze i coś jeszcze. Po 200 km włączył mi się automat.  W towarzystwie Errol’a ( Marklein ) jechaliśmy równym rytmem do mety. No i Neubrandenburg, Park Kultury, 322 km, meta w 12 godz. 3 min. 46 sek. Dotarliśmy do mety tylko kilka minut po zwycięzcy (Lars Hoffmann 11:59:15), drugim (Volker Klemmer 12:00:34) i trzecim zawodniku (Bernd Ziegler 12:01:01), gratulować trzeba wszystkim, tym co nie dojechali do mety również, szczególnie za podjęcie się tego bardzo ciężkiego zadania”.

Arkadiusz Skrzypiński z Errolem Markleinem jechali najszybciej, ale na trasie zabłądzili i zamiast 300 pokonali 322 km. Dlatego miejsce na mecie kompletnie nie może dziwić. Kolarz Startu Szczecin ukończył megamaraton na 4 pozycji.  Szczecinianin zapewnia, że po przeszło 12 godzinach jazdy czuł się rewelacyjnie, nic go nie bolało. Tylko przez krótką chwile miał wrażenie, że postarzał się może o jakieś 10 lat. Bardziej zmęczył go tego dnia finał piłkarskiej Ligi Mistrzów. Atletico Madryt zdaniem Arkadiusza niestety przegrało z Realem Madryt.

Na stronie Startu Szczecin zapraszamy do wywiadu z Arkadiuszem Skrzypińskim. Szczeciński kolarz odważnie mówi o rodzinie, Rafale Wilku, przyszłości, teraźniejszości i oczywiście przeszłości.

źródło: Start Szczecin

Hot Magazine: Szczecińscy sportowcy - Arkadiusz Skrzypiński

W cyklu "szczecińscy sportowcy" staramy się przybliżyć Wam sylwetki ciężko trenujących osób z naszego miasta, które mogą pochwalić się sukcesami na wielu frontach! Dzisiaj dla Hot Magazine: Arkadiusz Skrzypiński!

Arkadiusz Skrzypiński

Arkadiusz Skrzypiński – reprezentant Polski w parakolarstwie, zawodnik Team Sopur/IZO-BLOK Start Szczecin. Parakolarski Mistrz Świata 2010 UCI (Baie-Comeau, CAN), Wicemistrz Świata UCI 2011 (start wspólny, Roskilde, DEN). Mistrz Polski 2012 w jeździe indywidualnej na czas, piąty zawodnik Igrzysk Paraolimpijskich w Londynie. Sportowiec Roku 2008 według Achilles International.

hot°: Wiek rozpoczęcia treningów i pierwsze wspomnienie z tym związane?
AS: Był to koniec liceum, zostałem wtedy współpracownikiem Polskiego Radia Szczecin. "Służbowo" trafiłem do klubu Start Szczecin i tam już zostałem. Zobaczyłem kolegę ścigającego się w "Szczecińskiej Dwudziestce" i wiedziałem, że to jest zajęcie dla mnie. Był to początek przygody życia.

hot°: Najlepszy i najgorszy moment w Twojej dotychczasowej karierze?
AS: Najlepszych było dużo, ale numerem jeden jest tęczowa koszulka kolarskiego Mistrza Świata wywalczona w Kanadzie w 2010 roku. Złych chwil też nie brakowało. W 2000 roku miałem poważne kłopoty ze zdrowiem, myślałem że to już koniec. Ciągle jest we mnie sportowy głód, zetem postaram się jeszcze o coś na plus.

hot°: Co motywuje Cię do dalszego działania?
AS: Przygoda, przyjaźnie, sportowa rywalizacja. Z tym ostatnim staram się jednak nie przesadzić, bo wtedy to już będzie chore.

Arkadiusz Skrzypiński

hot°: Jak wygląda Twój trening?
AS: Najgorzej jest zimą. Pierwszy rower na trenażerze o 6 rano, potem praca i kolejne godziny na trenażerze. Wieczorem odnowa biologiczna lub siłownia. Czasem noc w namiocie tlenowym. Latem to sama przyjemność, byle świeciło słońce.

hot°: Ostatnia czynność przed zawodami?
AS: Sprawdzenie hamulców.

hot°: Największe marzenie?
AS: Nie mam marzeń, mam plany, a je wszystkie kolejno realizuję. Jestem bardzo cierpliwy.

hot°: Najlepsza i najgorsza cecha Twojego charakteru?
AS: Zdanie moje i najbliższych może się tu bardzo różnić.

Arkadiusz Skrzypiński

hot°: Co robisz, aby się zrelaksować?
AS: Też nie ma zasady. Czasem "nicnierobienie" w domu. Czasem muzyka, czasem wyjście z domu. Wieczorami lubię jeździć samochodem.

hot°: Twój sportowy idol?
AS: Brak. Ktoś może być wybitnym sportowcem i złym człowiekiem. Gdy wstępowałem do mojego międzynarodowego Team Sopur kazano mi nie patrzeć na najlepszych, tylko być od nich lepszym.

hot°: Ulubiona książka?
AS: Lubię wszystkie, które przeczytałem, ale w tej chwili przychodzi mi do głowy "Dwanaście" Marcina Świetlickiego.

hot°: Ulubiony film?
AS: Jeszcze trudniejszy wybór. Niech będą "Poszukiwacze zaginionej Arki", nie muszę nawet patrzeć w ekran. Świetnie mi się przy tym odpoczywa.

Arkadiusz Skrzypiński

hot°: Ulubiony gatunek muzyczny?
AS: Nie czuję się ograniczony. Uwielbiam wiele płyt, wielu gatunków.

hot°: Plany na najbliższą przyszłość?
AS: Odpocząć, pobawić się, spędzić maksimum czasu z bliskimi, zebrać siły na kolejny sezon.

Zdjęcia: Beata Buryta

źródło: hotmag.pl

Rzeczpospolita: "Nie tylko biegiem"

W sobotę, na dzień przed biegiem głównym, przekonaliśmy się, że są różne, 
warte uwagi sposoby pokonywania miejskiej przestrzeni. 
Na przykład w handbike'ach lub na rolkach.

Kiedyś ścigali się razem z biegaczami, ale skoro jest ich coraz więcej, to mają już własne zawody i własną publiczność. O handbike'u, czyli o połączeniu wózka inwalidzkiego i roweru, usłyszano po raz pierwszy nad Wisłą w 1998 roku, gdy jeden z polskich zawodników zobaczył na zagranicznych zawodach sprzęt demonstrowany przez Amerykanów. Od klasycznego wyścigowego wózka inwalidzkiego różniło go wiele, przede wszystkim ręczny napęd korbowy umieszczony z przodu. Osoby, które spróbowały, od razu doceniły wygodę rozwiązania, łatwość kierowania i przyjemność jazdy.

W zawodach dla sportowców na wózkach miało to znaczenie także dlatego, że ręczne rowery wyrównują szanse osób z różnym poziomem niepełnosprawności. Pierwszy polski wózkorower powstał więc zimą 1998/1999 roku i ponoć służy właścicielowi do dziś. Są modele mające z tyłu jedno koło i dwa z przodu, ale klasyka to dwa koła z tyłu. Mają zwykle od 20 do 27 cali. Pozycja podczas jazdy siedząca lub półleżąca. Napęd korbami na koło przednie, piasta wielobiegowa. Hamulce porządne, bo prędkości wyczynowców budzą szacunek. Są też wersje z amortyzatorami, do jazdy górskiej, są nawet odmiany z silnikami spalinowymi lub elektrycznymi. Zwykły ręczny wózkorower waży kilkanaście kilogramów, te wyczynowe oczywiście mniej.

Polacy od lat liczyli się w wyścigach na klasycznych wózkach (sukcesy Bogdana Króla w maratonie nowojorskim), na nowym sprzęcie też szybko dogonili świat. W pierwszej dekadzie XXI wieku w Polsce pojawili się także krajowi producenci handbike'ów, ten rozwój podkreślały sukcesy Jarosława Roli (w 2006 roku wjechał na Śnieżkę) i Arkadiusza Skrzypińskiego, który jako pierwszy wygrał zawody Pucharu Świata i ze Zbigniewem Wandachowiczem rozpoczął polskie starty w kolarskich mistrzostwach świata. Skrzypiński wygrywał maratony w Nowym Jorku i Bostonie, jeśli czegoś brakowało, to sukcesów paraolimpijskich (w Pekinie Polacy nie wystartowali), ale i te pojawiły cztery lata później, w Londynie.

Czytaj więcej: Rzeczpospolita: "Nie tylko biegiem"

Sponsorzy

IZO-BLOK

Sunrise Medical

Ekspert Zdrowia

ORMA SPORT

Diagnostix

Rudy Project

Gregorio

Rudy Project

Partnerzy

Szczecin

WI ZUT

Start Szczecin

HYPOXICO Altitude training systems

Ministerstwo Sportu i Turystyki

Achilles International

Wyniki 2015
dataimprezamiejscedystansczas
28.09.2015 42. Berlin Marathon (GER) 4. 42 km 01:02:38
12.09.2015 Para-kolarski Puchar Świata UCI, Start Wspólny (Pietermaritzburg, RPA) 5. 55,4 km 01:35:09
11.09.2015 Para-kolarski Puchar Świata UCI, Jazda Indywidualna na Czas (Pietermaritzburg, RPA) 7. 16 km 00:27:46
06.09.2015 Para-kolarskie Mistrzostwa Polski, Start Wspólny (Wieprz, POL) 2. 53 km 01:35:46
04.09.2015 Para-kolarskie Mistrzostwa Polski, Jazda Indywidualna na Czas (Rzyki, POL) 2. 5,2 km 00:08:31
30.08.2015 1. Montecatone Paracycling UCI, Jazda Indywidualna na Czas (Imola, ITA) 3. 14,7 km 00:25:03
29.08.2015 1. Montecatone Paracycling UCI, Start Wspólny (Imola, ITA) 1. 44 km 01:28:53
02.08.2015 Para-kolarskie Mistrzostwa Świata UCI, Start Wspólny (Nottwil, SUI) 5. 46,5 km 01:39:08
31.07.2015 Para-kolarskie Mistrzostwa Świata UCI, Jazda Indywidualna na Czas (Nottwil, SUI) 4. 15.5 km 00:30:37.45
25.07.2015 Para-kolarski Puchar Świata UCI, Start Wspólny (Elzach, GER) 7. 46 km 01:18:47
24.07.2015 Para-kolarski Puchar Świata UCI, Jazda Indywidualna na Czas (Elzach, GER) 5. 9 km 00:17:44,5
12.07.2015 Para-kolarski Puchar Europy UCI, Jazda Indywidualna na Czas (Vrátna, Słowacja) 1. 9 km 00:20:01
11.07.2015 Para-kolarski Puchar Europy UCI, Start Wspólny (Vrátna, Słowacja) 1. 36 km 01:10:46
05.07.2015 13. Heidelberg MaxiMarathon (GER) 2. 44 km 01:02:51
27.06.2015 EHC Louny, Kryterium (CZE) 4. 1h + 1 okrążenie 01:05:49
27.06.2015 EHC Louny, Jazda Indywidualna na Czas (CZE) 2. 15 km 00:23:54
15.06.2015 UCI Parakolarski Puchar Świata, Start wspólny (Yverdon-les-Bains, SUI) 8. 43,6 km 01:36:05
06.06.2015 UCI Parakolarski Puchar Świata, Start wspólny (Maniago, ITA) 5. 63,9 km 01:42:59
05.06.2015 UCI Parakolarski Puchar Świata, Jazda Indywidualna na Czas (Maniago, ITA) 16. 12,5 km 00:22:09
31.05.2015 Para-cycling Weekend Utrecht, Start wspólny (NED) 2. 55,3 km 01:26:43
30.05.2015 Para-cycling Weekend Utrecht, Jazda Indywidualna na Czas (NED) 5. 23,7 km 00:37:03
25.05.2015 Cologne Classic, Kryterium (Kolonia, GER) 2. 41,8 km 01:04:22
23.05.2015 Cologne Classic, Jazda Indywidualna na Czas (Kolonia, GER) 6. 20 km 00:32:06
09.05.2015 Mannheim Marathon (GER) 2. 26,2 km 00:41:20
02.05.2015 Memoriál Karla Raise 2015 Počerady – Louny (CZE) 4. 14 km 00:21:06
26.04.2015 3. Orlen Warsaw Marathon (Warszawa, POL) 2. 20,5 km 00:32:30
19.04.2015 14. Cracovia Maraton (Kraków, POL) 2. 21 km 00:39:06
04.04.2015 EHC Rosenau (FRA) 5. 44 km 01:09:04
15.02.2015 6. Vuelta Playa Blanca (Lanzarote, Wyspy Kanaryjskie, ESP) 9. wyścig integracyjny jazda drużynowa
14.02.2015 1. Salinas Race (Lanzarote, Wyspy Kanaryjskie, ESP) 7. 00:11:25 Jazda Indywidualna na Czas